Wedle sądeckiego zwyczaju wczoraj obdarowywano jajkami wszystkich tych, którzy przyszli na sądecki Rynek. Ratuszowi urzędnicy zakupili sześć tysięcy jaj pakowanych w kartoniki po 6 sztuk. Harcerze z Czarnej Jedynki mieli ruszyć na plac, by owe jaja rozdawać. Nie zdołali nawet wyjść poza ratuszowy podest, bo z impetem natarł na nich tłum.
Tylko jeden harcerski zespół zdołał przedrzeć się przez oblężenie i przy wlocie ul. Jagiellońskiej do Rynku spokojnie rozdzielał jaja wśród miło zaskoczonych przechodniów. Tymczasem u wrót ratusza przed tłumem żądnym jaj wartych około 2 zł za paczuszkę, harcerzy osłaniali strażnicy miejscy. Z ludźmi, którzy wyrywali sobie z rąk jajka, usiłowała negocjować rzeczniczka prasowa prezydenta Małgorzata Grybel. Apelowała, by każdy brał jedną porcję i pozwolił podejść kolejnym osobom.
Jedni starali się zapełniać torby kolejnymi opakowaniami, szturmując coraz innych rozdawców. Drudzy nie zdobywali niczego.
Gdy było wiadomo, że zapas jaj jest na już wyczerpaniu, najbardziej krewcy uczestnicy szturmu na jaja dosłownie skoczyli sobie do oczu. Słownictwo, jakim się posługiwali, mogło prowadzić wprost na salę rozpraw Sądu Grodzkiego. Rękoczyny wisiały w powietrzu. Tylko wkroczenie Straży Miejskiej rozdzieliło strony konfliktu.
- To miał być symboliczny gest składania życzeń i wręczania podarków mieszkańcom miasta, zainicjowany przez prezydenta Ryszarda Nowaka - wyjaśnia rzeczniczka Małgorzata Grybel. - Po prostu taki sympatyczny gest przed świętami. Jajka kupiliśmy hurtem na rachunek Urzędu Miasta. Wydane zostało na to 1970 złotych.
[Stanisław Śmierciak - POLSKA Gazeta Krakowska]