Noce z piątku na sobotę i z soboty na niedzielę były dla sądeckich policjantów i strażaków wyjątkowo pracowite.
Strażnika ochraniającego plac targowy u zbiegu ulic Krańcowej i Lwowskiej zwany tandetą, tuż przed północą zaniepokoiły dziwne odgłosy dobiegające od pawilonu Zacisze usytuowanego po przeciwnej stronie ulicy Lwowskiej. Gdy poszedł tam ze swym psem - rottweilerem, przepłoszył grupę wyrostków podejrzanie interesujących się zamkniętym sklepem. Po godzinie znów zajrzał w tamten rejon, chociaż nie odpowiada za jego zabezpieczenie. Jeden z samochodów na parkingu leżał na betonie już pozbawiony wszystkich kół. Sprawcy nie pofatygowali się nawet, by usunąć lewarek, którym podnosili wóz podczas odkręcania kół.
Niemal w tym samym czasie ul. Lwowską mknęły policyjny radiowóz i wóz ratownictwa technicznego straży pożarnej.
- Straż wezwana została do jednego z komisów samochodowych, gdzie przypadkowy przechodzień dostrzegł mężczyznę leżącego na ziemi pomiędzy autami. Policja nie mogła dotrzeć do niego, bowiem warowały przy nim dwa groźne psy, które ochroniarz wykorzystywał do pilnowania autokomisu - informuje dyżurny straży pożarnej. - Mężczyzna nie reagował na okrzyki ani sygnały świetlne.
Obawiano się, że nie żyje po napadzie lub, że doznał ataku serca. Strażacy zwabili psy w inne miejsce, a rozmontowując bramę dotarli do leżącego. Był kompletnie pijany.
Kolejnym tej nocy opojem okazał się ochroniarz jednego w wielkich marketów, którego leżącego na podłodze zauważyli przez okna mieszkańcy pobliskiego osiedla.
Dantejskie sceny rozegrały się także na sądeckim Rynku. Tam doszło do wielkiej bijatyki. Jedna z ofiar leżała zakrwawiona na chodniku. Ranny mężczyzna zdołał się jednak podnieść i ruszył w stronę policji, by wezwać pomoc.
Pobita młoda kobieta trafiła na oddział ratunkowy szpitala. Najwyraźniej jednak przelękła się, że i tam dotrą jej oprawcy bowiem uciekła medykom, którzy chcieli jej pomóc.
[Stanisław Śmierciak - POLSKA Gazeta Krakowska]